
Przez lata wiele osób myślało o ryzyku finansowym bardzo prosto. Problemem miał być duży kredyt, wysoka rata albo poważne zadłużenie. Tymczasem sposób, w jaki dziś banki i instytucje finansowe oceniają ryzyko, zaczyna wyglądać dużo bardziej złożenie.
Coraz większe znaczenie ma nie tylko wysokość zobowiązań, ale również:
I właśnie dlatego coraz więcej mówi się dziś również o BNPL, czyli modelu „Buy Now, Pay Later” - kup teraz, zapłać później. Jak opisuje 300Gospodarka, coraz więcej Polaków korzysta z odroczonych płatności, ale banki i instytucje finansowe zaczynają coraz uważniej analizować wpływ takich zobowiązań na ocenę ryzyka oraz historię kredytową klientów (300gospodarka.pl).
Skala rynku rośnie bardzo szybko. Według danych przywoływanych podczas seminarium mBank-CASE poświęconego BNPL, pod koniec 2023 roku z odroczonych płatności skorzystało już 1,98 mln klientów w Polsce, a do połowy 2024 roku model „kup teraz, zapłać później” był znany i używany przynajmniej raz przez 21% badanych internautów (CASE / BIK). Według analiz rynku BNPL w Polsce segment nadal rośnie dwucyfrowo rok do roku, a prognozy zakładają dalszy wzrost wartości rynku w kolejnych latach.
I właśnie to pokazuje bardzo ważną zmianę: problemem coraz częściej nie jest jeden duży kredyt. Problemem staje się suma wielu małych zobowiązań, które razem zaczynają budować określony obraz ryzyka.
BNPL, czyli „Buy Now, Pay Later”, to model płatności pozwalający odroczyć zapłatę za zakup lub rozłożyć ją na raty. W praktyce użytkownik kupuje produkt od razu, ale płaci za niego później - najczęściej po 30 dniach, w kilku ratach albo w modelu abonamentowym.
Rozwiązania takie jak PayPo, Klarna, Twisto, Allegro Pay czy PayU Płacę Później stały się w ostatnich latach bardzo popularne, szczególnie w e-commerce. Dla użytkownika cały proces wygląda często bardzo lekko: kilka kliknięć, szybka decyzja, brak tradycyjnej procedury kredytowej i natychmiastowy zakup.
Problem polega jednak na tym, że z perspektywy instytucji finansowych nadal bardzo często jest to po prostu forma finansowania. A to oznacza, że część takich zobowiązań może trafiać do BIK i wpływać na historię kredytową użytkownika. Do BIK raportują dziś między innymi wybrani dostawcy BNPL, tacy jak PayPo, Twisto, PragmaPay czy BLIK Płacę Później. Oznacza to, że część odroczonych płatności może realnie wpływać na historię kredytową użytkownika - szczególnie w przypadku opóźnień w spłacie (lendtech.pl).
To jeden z najważniejszych elementów całej dyskusji. Pojedyncza płatność odroczona bardzo rzadko staje się problemem sama w sobie. Banki i modele scoringowe coraz częściej patrzą jednak szerzej:
Coraz częściej problemem nie jest samo korzystanie z BNPL, ale skala i częstotliwość takich zobowiązań. Według danych Consumer Financial Protection Bureau przywoływanych w analizach rynku BNPL, wielu użytkowników posiada równolegle kilka aktywnych płatności odroczonych, a część regularnie korzysta z nowych finansowań każdego miesiąca. To właśnie dlatego instytucje finansowe coraz częściej analizują nie tylko pojedyncze zobowiązania, ale cały wzorzec korzystania z finansowania.
I właśnie dlatego wiele małych zobowiązań może zacząć wyglądać dla instytucji finansowej inaczej niż pojedynczy, dobrze kontrolowany kredyt. To szczególnie ważne w momencie ubiegania się o: kredyt hipoteczny, leasing, finansowanie firmowe, albo większy produkt inwestycyjny. Bo wtedy analizowany jest nie tylko dochód czy pojedyncza rata, ale cały sposób korzystania z finansowania.
Co ciekawe, analiza BIK wskazuje jednocześnie, że użytkownicy BNPL bardzo często posiadają dobrą historię spłat, a część klientów z krótką historią kredytową może wręcz budować swoją wiarygodność finansową poprzez terminowe korzystanie z takich produktów. Problemem nie jest więc samo BNPL, ale brak kontroli nad liczbą i strukturą zobowiązań (BIK).
Wiele osób nadal myśli o BIK głównie jako o miejscu, gdzie trafiają informacje o „problemach ze spłatą”. Tymczasem współczesne modele oceny ryzyka działają dużo szerzej. Znaczenie ma:
I właśnie dlatego nawet niewielkie produkty finansowe zaczynają mieć coraz większe znaczenie dla budowania historii kredytowej. To zresztą bardzo podobny mechanizm do tego, który coraz częściej obserwujemy również w firmach. Problemem nie zawsze jest jeden duży kredyt albo jedno opóźnienie. Coraz częściej ryzyko buduje się stopniowo - poprzez wiele drobnych napięć, rosnącą liczbę zobowiązań i coraz mniejszy margines bezpieczeństwa. Pisaliśmy o tym szerzej między innymi w artykule Dlaczego firmy najpierw opóźniają ZUS i podatki?.
To właśnie dlatego model BNPL budzi dziś tak duże zainteresowanie rynku finansowego. Psychologicznie działa bowiem inaczej niż tradycyjny kredyt. Płatność odroczona wydaje się mała, szybka, wygodna i często „niewidoczna”. Użytkownik nie odczuwa jej jak klasycznego zobowiązania finansowego.
Problem pojawia się wtedy, gdy takich zobowiązań zaczyna być dużo, pojawiają się równolegle w różnych systemach, zaczynają nakładać się terminy płatności albo finansowanie staje się stałym sposobem zarządzania bieżącymi wydatkami.
I właśnie wtedy ryzyko zaczyna budować się nie jednym dużym problemem, ale wieloma małymi decyzjami finansowymi.
To nie jest wyłącznie temat konsumencki. W biznesie działa bardzo podobny mechanizm: ryzyko rzadko buduje się jednym dużym zobowiązaniem albo jedną złą decyzją. Znacznie częściej narasta stopniowo - przez kolejne leasingi, odroczone płatności, dodatkowe finansowania, opóźnienia od kontrahentów i coraz większą liczbę kosztów, które trzeba kontrolować w tym samym czasie.
Dopóki firma widzi pełny obraz swoich zobowiązań, finansowanie może być bardzo użytecznym narzędziem. Pomaga utrzymać płynność, sfinansować realizację kontraktu, zabezpieczyć większy projekt albo przejść przez okres, w którym koszty pojawiają się szybciej niż wpływy. Problem zaczyna się wtedy, gdy zobowiązania przestają być elementem planu, a zaczynają być sposobem na bieżące przesuwanie napięcia w czasie.
I właśnie dlatego coraz większe znaczenie ma nie tylko sam dostęp do finansowania, ale również widoczność tego, jak firma z niego korzysta. Ile zobowiązań jest aktywnych? Kiedy przypadają płatności? Czy nowe finansowanie realnie wspiera rozwój, czy tylko przykrywa brak kontroli nad cashflow? To są pytania, które coraz częściej decydują o tym, jak firma wygląda z perspektywy ryzyka.
Ten mechanizm szerzej opisaliśmy również w artykule Firmy coraz częściej nie boją się braku klientów. Boją się kosztu realizacji.
Finansowanie samo w sobie nie jest problemem. Zarówno w życiu prywatnym, jak i w biznesie może być bardzo dobrym narzędziem rozwoju, utrzymania płynności, realizacji inwestycji albo bezpiecznego zarządzania gotówką. W wielu przypadkach to właśnie dobrze dobrane finansowanie pozwala firmie obsłużyć większy kontrakt, nie zatrzymać projektu i utrzymać tempo działania mimo przesuniętych płatności.
Problem pojawia się wtedy, gdy finansowanie przestaje być świadomą decyzją, a zaczyna być automatyczną reakcją na każde napięcie. Jeśli firma regularnie dokłada kolejne zobowiązania, ale nie widzi całościowego obrazu kosztów, terminów i przyszłych wpływów, bardzo łatwo może stracić kontrolę nad realnym poziomem ryzyka. Nie dlatego, że pojedynczy produkt finansowy był zły, ale dlatego, że cała struktura zobowiązań zaczęła działać przeciwko firmie.
I właśnie na to coraz uważniej patrzą banki oraz instytucje finansowe. Coraz mniej liczy się sam fakt, że firma korzysta z finansowania. Coraz większe znaczenie ma to, czy robi to w sposób przewidywalny, kontrolowany i uzasadniony realnym modelem biznesowym. Bo dziś obraz ryzyka buduje nie tylko wysokość długu, ale także sposób korzystania z finansowania jako całości.